Jugów – dzwony kościoła pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej

Przeciekawa, ale długa historia dzwonów w Jugowie z konfliktem o to, jakie wybrać, jako żywo przypominającym mi historię rozmowy między Panem, Wójtem i Plebanem. Ze względu na ogromną ilość materiałów archiwalnych udostępnionych mi przez Pana Pawła Deca, a których transkrypcji i tłumaczenia dokonała Pani Jowita Selewska, musiałem ograniczyć ich ilość w artykule, koncentrując się tylko na, moim zdaniem, najważniejszych wątkach,nie wspominając o konieczności zmniejszenia ilości udostępnionych skanów dokumentów, a to z obawy o możliwości strony. Historię możecie przeczytać, zdjęcia obejrzeć, a korzystając z linków - również posłuchać bicia dzwonów w Jugowie.

25, 2026 - 10:20
zaktualizowano: 2 miesiące temu
0 85
Jugów – dzwony kościoła pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej

Fot: Jacek Halicki www.aerosky.pl

Jugów – dzwony kościoła pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej

 Pierwotna świątynia w Jugowie wzmiankowana już w 1374 r., została zniszczona  podczas wojen husyckich i odbudowana w niedługim czasie, jako drewniana kaplica z ubogim wyposażeniem. W 1651 r. na miejscu drewnianej kaplicy wzniesiono murowaną. Obecny kościół w stylu barokowym został wzniesiony w latach 1718–1722. Jego fundatorami był ród Stillfriedów. Wsparcia udzielił najprawdopodobniej również ród von Haugwitz. Na początku XX w. kościół został częściowo rozbudowany, wówczas dobudowano od strony południowej i północnej boczne nawy, półkoliste dobudówki po południowej i północne stronie prezbiterium, przez co świątynia zmieniła swoją dotychczasową bryłę. W latach 1963–1965 w kościele dotkniętym szkodami górniczymi dokonano wielu remontów. W osi budowli od zachodniej strony znajduje się wysoka, zbudowana na planie kwadratu  murowana wieża z pilastrami na narożnikach, z dzwonnicą oraz kruchtą w przyziemiu. W zachodniej ścianie wieży znajduje się wejście główne do kościoła.[1]

O tutejszym kościele i parafii wspominał już w 1560 r. przy okazji wizytacji kanonicznej wielebny Christophorus Neaetius, jednak w Księdze dekanalnej nie zostawił żadnych zapisów o dzwonach.[2]

Dokładniejszej wiedzy o majątku kościoła i parafii Hausdorf dostarcza nam kolejny zapis w Księdze dekanalnej sporządzony przy okazji wizytacji kanonicznej przeprowadzonej 70 lat później przez ówczesnego dziekana kłodzkiego – Hieronima Kecka. A tenże, oprócz wielu przedmiotów liturgicznych w kościele zanotował skrzętnie, że w kościele znajdują się dwa dzwony, nie podając przy tym żadnych informacji o ich charakterystyce.[3]

N/z: fragment Księgi dekanalnej Naeatiusa i Kecka, s. 165

Bardzo ciekawą wzmiankę pośrednio odnoszącą się do dzwonów w Jugowie, a więc potwierdzającą, że były, znajdujemy w donacji, jakiej 19 marca 1716 r., a zatwierdzonej przez Biskupiego Wikariusza Generalnego i Oficjała - Daniela Josepha Maÿera w dniu 21 kwietnia tegoż roku, dokonał ówczesny wikariusz rejonowy i dziekan - Godefridus Franciscus Griger na okoliczność śmierci swoich rodziców. Przytaczam ją w całości, a to dla oryginalnego teksu tejże: „W imię Trójcy Przenajświętszej, Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego Amen! Gdy miłosierny Bóg przez śmierć doczesną przywołał do siebie z tego utrapionego świata moich drogich rodziców o imionach Christophorum Griger i jego drogą żonę Justinam, by także ich biedne dusze w tamtym życiu nieco pocieszenia i pokrzepienia doznały, powziąłem postanowienie, by ku większej czci Boga i ich dusz świętych utworzyć tąż fundację kościelną. Mianowice: niniejszym zapisuję kościołowi św. Katarzyny Dziewicy i Męczennicy w Hausdorfie, położonemu w Hrabstwie Kłodzkim trzysta florenów pod warunkiem, że zostaną one albo przez Wielebnego Pana Proboszcza albo za jego wiedzą przez zakrystianów, notabene w bezpiecznym miejscu i notabene na pewnej hipotece na 5 procent ulokowane. Z przypadających odsetek, które rocznie wynoszą 15 florenów, otrzyma Pan Proboszcz miejscowy co roku 9 florenów, za co zobowiązany jest każdego miesiąca w rzeczonym kościele odprawiać Mszę świętą (za którą liczy się 15 krajcarów) za dusze moich wyżej wspomnianych drogich zmarłych rodziców Nauczyciel 3 floreny, aby podczas Mszy świętych grał muzykę lub pieśni kościelne śpiewał, bił w dzwon i posługiwał księdzu. Pozostałe 3 floreny na ornat, świece i wino mszalne kościołowi przypadają i temuż wypłacone zostaną. Rzeczone Msze święte zawsze wcześniej winny być z ambony zapowiedziane, a lud na nie uprzejmie zaproszony. Po temu też dotrze moja uniżona prośba i pokorne błaganie do Najprzewielebniejszego Praskiego Arcybiskupiego Konsystorza, by tenże najdobrotliwiej raczyć zechciał tę moją fundację [nadaną] arcybiskupią mocą własną w swej łaskawości potwierdzić i stosowne zarządzenie wydać, aby ta przez obecnego i przyszłych miejscowych proboszczów skrupulatnie w każdym jej punkcie dotrzymana i wiernie wypełniana została. Za wysoką tę łaskę mnie udzieloną Najwyższy hojnie nagradzać będzie. Działo się we Frydlancie dn. 19 marca roku Pańskiego 1716.”[4]

Z podobną fundacją z jasno określoną intencją mamy do czynienia 23 kwietnia 1752 r., kiedy to Joseph Stohl z Mölke przeznaczył kapitał w wys. 34 florenów na bicie w dzwon, ku czci śmierci Chrystusa, a także drugi fundator - Johann Georg Kube – kapitał w wys. 30 florenów,  ażeby co piątek o godz. 3 jeden raz ku czci lęku Chrystusa przed śmiercią w wielki dzwon bił.”[5]
Natomiast w inwentarzu kościoła, plebanii i szkoły w Haudorfie z 1778 r., podpisanym przez ówczesnego proboszcza - Ignatza Körniga oraz zakrystian; Frantza Rudolpha i Johanna Georga Kube, wśród szczegółowego wyliczenia sprzętów kościelnych z podziałem uwzględniającym tworzywo, z którego zostały wyprodukowane, znajdujemy zapis dotyczący przedmiotów wytworzonych z mosiądzu i spiżu, a wśród tychże m.in. 3 dzwony.[6]

Wyjaśnienia wymaga natomiast informacja zawarta w zaświadczeniu z 10 kwietnia 1850 r. podpisanym przez C. R. Wagnera - mechanika i ludwisarza z Piławy Górnej (niem. Gnadenfrei), który napisał, co następuje: Zaświadczam na żądanie właściciela gospodarstwa, kmiecia Carla Rudolpha z Hausdorfu, że tenże w prawidłowy sposób oddał, w celu przelania, przekazany mu stary dzwon z kościoła katolickiego w Hausdorfie. Jednocześnie muszę niniejszym powiadomić, że wspomniany dzwon waży tylko 188 funtów (a nie jak podano 193 funty), o czym przekonał się wymieniony wcześniej Rudolph, będąc obecnym podczas ważenia.[7] Pojawiają się tu pytania; o jakim dzwonie mowa? Dlaczego dzwon przekazywał właściciel gospodarstw Carl Rudolph, a nie ówczesny miejscowy proboszcz? Czy dzwon po przelaniu wrócił do Jugowa?

Przynajmniej częściową odpowiedź na te pytania znajdujemy w piśmie z dnia 3 lipca 1851 r., sygnowanym przez Wielkiego Dziekana i książęco-arcybiskupiego Wikariusza Hrabstwa Kłodzkiego, pełniącego jednocześnie obowiązki proboszcza w Domaszkowie (niem. Ebersdorf b. Habelschwerdt) – Antona Ludwiga, a tenże do proboszcza Hausdorfu napisał: „Waszej Przewielebności przesyłam w załączeniu zezwolenie na pokrycie kosztów dotyczących przelania małego dzwonu, o które prosiliście, i nadmieniam względem jego konsekracji, że niniejszym nadaję proboszczowi i powiatowemu inspektorowi szkolnemu Brandowi z Neurode uprawnienia do podejmowania decyzji w tej kwestii na tych samych warunkach, na których przypadły mu one w udziale w odniesieniu do poświęcenia dzwonu w kaplicy loretańskiej. Gdyby tenże nie posiadał potrzebnego w tym celu pontyfikału rzymskiego, dostarczę mu go lub też tylko właściwą formułę obrzędu konsekracji. Pozostawiam w gestii Waszej Przewielebności, by przede wszystkim o to go poprosić i uzgodnić z nim dzień, kiedy powinna odbyć się konsekracja dzwonu. Jeśli w przyszłym roku możecie wyświadczyć Waszej gminie kościelnej ten zaszczyt, przysporzycie jej wielkie błogosławieństwo, a Pan przyczyni się do tego, że stanie się to możliwe. Niżej podpisany niniejszym zezwala, aby koszty powstałe podczas przelania pękniętego małego dzwonu w Hausdorfie, których nie są w stanie pokryć niewielkie datki, sfinansowane zostały z tamtejszej kasy kościoła parafialnego.”[8]

Wśród informacji, jakie zachowały się w archiwum Wikariatu Generalnego Hrabstwa Kłodzkiego, znajdujemy i takie, które dostarczają nam wiedzy o dzwonach z Jugowa i konfliktu, jaki wokół nich rozgorzał, a który dotyczył wątpliwości, czy nowe dzwony mają zostać odlane ze staliwa, czy też ze spiżu.

N/z: Strona tytułowa akt Wikariatu Generalnego Hrabstwa Kłodzkiego. Fot: Paweł Dec

Istnienie sporu poświęca w swoim piśmie z 5 kwietnia 1872 r. mistrz ludwisarski z Wrocławia - A. Geittner, pisząc m.in. : „Ponieważ zamówienia w tym przedsiębiorstwie napływają w znacznej liczbie, zlecenia są realizowane według kolejności ich zgłoszenia. Jeśli nie chcą Państwo zbyt długo czekać z przetopieniem (przelaniem) swojego pękniętego dzwonu, uprzejmie prosiłbym o niezwlekanie ze złożeniem zaszczytnego dla mnie zamówienia. Przede wszystkim chciałbym jednak poznać tony dwóch istniejących [dzwonów...], aby [dostroić je] do dobrych dzwonów; w tym celu załączam niniejszym piszczałkę stroikową (kamerton).” I dalej: „(…) organista z pewnością bez trudu ustali za jej pomocą te tony. Gdyby zechciał Pan uprzejmie przekazać mi uzyskany wynik, jak również wewnętrzną średnicę pękniętego dzwonu, wówczas prześlę Panu kosztorys. Jeśli chodzi o Pana pytania dotyczące tzw. dzwonów staliwnych, muszę zauważyć, że w dzisiejszych czasach wprawiają mnie one w zdumienie, gdyż jestem zdania, iż nikt nie daje się już dziś zwieść zachwalaniem rzekomej taniości i dobroci tych dzwonów, które są w rzeczywistości staliwnymi, a tak naprawdę niestaliwnymi dzwonami. Tzw. dzwon staliwny o wartości 100 talarów ma taką samą siłę tonu, jak dzwon z metalu (brązu) o wartości 100 talarów, z tą tylko różnicą, że dzwon z brązu brzmiałby znacznie piękniej i rozchodziłby się na dalszą odległość. Za funt pękniętego dzwonu z brązu płacę 10 srebrnych groszy. Funt pękniętego dzwonu ze stali, wysłany bez opłat transportowych w kierunku Bochum, jest wyceniany na zaledwie 1 srebrny grosz – u nas ten materiał jest bezwartościowy. Uprzejmie prosząc o rychłą i łaskawą odpowiedź wraz ze zwrotem piszczałki stroikowej(…)”

 Ku koncepcji Geittnera przychylał się proboszcz Jugowa - Theodor Hoffmann, 17 maja 1872 roku  pisząc do patrona kościoła, m.in., że „niebywale żal mi w sercu tego wielkiego dzwonu [zrobionego w tradycyjny sposób]! O takich ugodach kapitulacyjnych w ludwisarstwie nigdy wcześniej nie słyszałem, a przecież w brązie maluje się prawdziwe dzieło pokojowych tonów. Wątpię, czy dzwon ze staliwa da taki efekt, ponieważ rzadko słyszałem czyste tony ze staliwa. Czy naprawdę chcą Państwo tak dalece sprostytuować i zepsuć słuch muzyczny w parafii?[9]

Odnosi się też do trwającego sporu, w którym po przeciwnej stronie stoi część rady parafialnej i patron, pisząc: „Znam opozycję ze strony niektórych panów [rady parafialnej] – to zaledwie garstka krzykaczy w tutejszej wspólnocie parafialnej, która sprzeciwia się wszystkiemu i chce o wszystkim decydować, choć sama mało lub niemal nic z tego nie rozumie. Dyskusja z takimi indywiduum to dla mnie jak użeranie się o jeden włos. Nie mam w zwyczaju wystawiać się na ich sprzeciw czy ich ataki. Nie uratują oni swojej parafii, a ja nie pozwolę, by przede mną zdawali z tego relację. Może być i tak, że Ksiądz Ojciec z Wielkiego Dekanatu stoi po ich stronie – ja tego nie pochwalam i nigdy nie pochwalę. Ich zdanie, na miły Bóg, nie jest zdaniem całej społeczności parafialnej. Wasze zaufanie, nad czym ubolewam, zostało mi tymczasem całkowicie odebrane. Nie dam się więc wciągnąć w tę sprawę ze „staliwnym dzwonem”. Czy bardziej miłują Państwo godność i piękno kościoła, czy tylko ślepy, materialny pożytek?”[10]

W konkluzji swojego pisma stwierdza: „(…)Wewnętrzne spory i nieporozumienia w radzie parafialnej z pewnością nie służą dobrej sprawie. Zamiast szukać kompromisu, niektórzy członkowie rady wolą podsycać konflikty i rzucać oskarżenia, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. Urząd kościelny i parafia poniosły już wystarczająco dużo strat materialnych i moralnych przez te bezproduktywne kłótnie. Sprawa finansowania nowego dzwonu musi być przejrzysta i zgodna z prawem kanonicznym, a nie podyktowana kaprysami kilku osób, które chcą oszczędzać na rzeczach świętych.”

Odmienne stanowisko prezentował patron kościoła Eberhard Graf von Pfeil, który w piśmie z 9 maja 1873 r. informuje proboszcza, że: „odnośnie do użytkowania starych dzwonów kościelnych wyrażono życzenie, którego nie wpisano do protokołu, aby oprócz zakupu dzwonu ze staliwa wydającego trzy tony, zatrzymać stary dzwon pogrzebowy jako dzwon pojedynczy i nie oddawać pozostałych dwóch dzwonów do przelania w Bochum, lecz zaryzykować ogłoszenie, które opublikowane będzie w gazetach, i w ślad za tym dzwony sprzedać - ale dopiero po dostarczeniu nowych dzwonów - tej osobie, która złoży najwyższą ofertę.”[11]

Nie stanął też po stronie proboszcza nowy Wielki Dziekan i książęco-arcybiskupi Wikariusz Hrabstwa Kłodzkiego - Franz Brand informując, że „(…) odnośnie do sprzedaży nienaruszonych dzwonów z kościoła w Hausdorfie i zastąpieniem ich nowym zespołem dzwonowym ze staliwa nie mogę udzielić mojej zgody z następujących powodów:

1.               Według prawa kościelnego dzwony kościelne są przedmiotami poświęconymi i pozostają takimi tak długo, dopóki nie staną się bezużyteczne. Jako res sacrae, tj. rzeczy poświęcone kultowi religijnemu, są wyjęte z publicznego obiegu i nie wolno ich zbyć bez niezwykle ważnej przyczyny.

2.               Kwestionuję, że nie jest możliwe wykonanie nowego dzwonu podobnego do istniejących już dzwonów kościelnych, by uzyskać harmonijny dźwięk. Dlatego wnioskuję, aby najpierw zasięgnąć opinii biegłego, a dokładniej rzecz ujmując, bezstronnego ludwisarza. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, za bezstronnych nie mogę uznać ani ludwisarza Geittnera z Breslau, ani odlewni w Bochum.

3.               Jeśli zaś chodzi o siłę i pełnię brzmienia dźwięku, to bez wahania daję pierwszeństwo dzwonom metalowym. Pogląd ten opieram na opinii, którą dysponuję. Nawet jeśli wykonane ze staliwa dzwony kościoła ewangelickiego w Neurode słyszalne są na większą odległość niż dzwony metalowe tamtejszego kościoła katolickiego, to nie stoi to w sprzeczności z moją opinią, ponieważ słabszy dźwięk na podwyższonym miejscu i wolnej przestrzeni niesie się dalej niż dźwięk mocniejszy w miejscu położonym niżej, gdzie przestrzeń jest ograniczona.”[12]

 Spór toczył się w najlepsze prze kolejne lata, angażując kolejne instytucje kościelne i państwowe, o czym świadczy wiele kolejnych pism. Jednym z nich jest pismo urzędowe Wydziału Rejencji Wrocław ds. Kościołów i Szkolnictwa z 10.02.1875 r. zaprezentowane społeczności Jugowa w dniu 20.02.1875 r., o podjęciu decyzji, z wyłączeniem drogi prawnej ustalającej trzytygodniowy termin na dostarczenie i usprawiedliwienie ewentualnego odwołania do Ministra ds. Duchowych Oświatowych i Medycznych, że zestaw składający się trzech dzwonów ze staliwa zostanie zakupiony w odlewni w Bochum w Westfalii i że obecne dzwony powinny zostać sprzedane.[13]

N/z: Prospekt reklamowy BVG Bochum Fot: Deutschlands Bergwerke und Hütten, 1916/1917, Jg. 12, Bd. 1, s. 225 a

Decyzję tę w/w. instytucja argumentowała tym, ze ówczesny zestaw trzech dzwonów z metalu w kościele katolickim Jugowie był uszkodzony. Jednocześnie instytucja informuje, że przyczyną sporu decyzyjnego wśród osób decyzyjnych jest różnica zdań sprowadzająca się do wątpliwości, czy nowy zestaw ma być wykonany z „dzwonnej spiży” z zachowaniem jednego sprawnego dzwonu i sprzedażą dwóch pozostałych, czy też zakupić całkiem nowy „zestaw dzwonny ze staliwa z odlewni w Bochum. Argumentem za drugim rozwiązaniem miał być fakt, że rzekomo, według technicznych ustaleń dzwony ze staliwa mają przewagę nad dzwonami z „dzwonnej spiży”, zarówno pod względem tonu, jak i ich trwałości. Nie bez znaczenia według autorów pisma był również fakt że dzwony ze staliwa były tańsze, niż spiżowe. W konkluzji proponuje się, że zatrzymanie dotychczasowego, według autorów, nieprzydatnego „zestawu dzwonnego” jest niecelowe, więc należy go zbyć a środki ze sprzedaży przeznaczyć na zakup nowego zestawu.[14]

Powyższa decyzja świadczy o tym, że na początku lat siedemdziesiątych XIX w. toczyła się w Jugowie i instytucjach Państwa Pruskiego dyskusja w sprawie wymiany dzwonów, najprawdopodobniej zainicjowana przez lokalną wspólnotę religijną i społeczność Jugowa. Co było przyczyną uszkodzenia starych dzwonów, jakie to były dzwony, niestety, na chwilę obecną ustalić się nie udało.

Jak podaje proboszcz parafii w piśmie z 28.02.1875 r., od prawie dwóch lat zestaw dzwonny w tutejszym kościele parafialnym jest niesprawny. W odniesieniu do jego zakupu powstała różnica zdań, czy nowy zestaw ma zostać wykonany z metalu, zachowując jeden sprawny jeszcze dzwon i sprzedając dwa pozostałe, czy też zakupić całkiem nowy zestaw dzwonny ze staliwa, po uprzednim sprzedaniu starego zestawu. Projekt ten śledziło Kolegium Kościelne wraz z przeważającą częścią parafian z wyraźną deklaracją o przystąpieniu do niego przełożonego Przewielebnego Dekanatu w Neurode, za tym ostatnim opowiedział się pan patron i niewielki ułamek gminy.[15]

Ponieważ nie było możliwe osiągnięcie porozumienia między obiema stronami, zawezwana została Rejencja Królewska w Breslau, aby rozstrzygnęła sprawę. Ta zarządziła pismem z dn. 5 maja ubiegłego roku (A II K. IX II 1691), aby sprowadzić rzeczoznawcę i dostarczyć kosztorys ze strony ludwisarza Geittnera z Breslau.[16]

Wyżej wymieniony przekazał wedle wysokiego polecenia, osobiście przekonawszy się na miejscu, swoją ekspertyzę wraz z kosztorysem dn. 2 czerwca ubiegłego roku. Stosowny dokument został wysłany 6 dnia tego samego miesiąca Rejencji Królewskiej celem pozyskania decyzji.[17]

W sprawie dzwonów dla Jugowa wypowiedziało się też w dniu 31 lipca 1875 r. Ministerstwo Handlu, Przemysłu i Robót Publicznych, reprezentowane tu przez niejakiego Schede z Wydziału Budownictwa, które stwierdziło, że „mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia względem dzwonów ze staliwa należy przyjąć jako ustalone, że te ostatnie są tylko w połowie tak drogie jak dzwony odlane z brązu dzwonowego i bardzo solidne, także siła i rozdźwięk odpowiada wszelkim wymaganiom, natomiast ton małych dzwonów ze staliwa jest mniej dźwięczny, za to bardzo wrzaskliwy i surowy.”[18]

N/z: pismo Ministerstwa Handlu, Przemysłu i Robót Publicznych z dnia 31 lipca 1875 r. w aktach Wikariatu Generalnego Hrabstwa Kłodzkiego. Fot: Paweł Dec

W konkluzji ministerstwo uważa, że „ponieważ w tym przypadku rozchodzi się o wymianę dzwonów odlanych z brązu, zatem ostatni przedstawiony stan rzeczy przemawia tu przeciw wyborowi dzwonów ze staliwa i wybór ten można poprzeć tym mniej, że różnica w kosztach z uwzględnieniem niezbędnej zmiany konstrukcji wsporczych przy zakupie dzwonów ze staliwa jest bardzo mało znacząca.”[19]

Brak tłumaczeń wszystkich dokumentów zawartych w aktach sprawy zakupu nowych dzwonów dla Jugowa nie pozwala mi jeszcze prześledzić pełnej ścieżki obiegu dokumentów, niemniej jednak należy stwierdzić, że przerzucanie się argumentami przez różne instytucje trwało nadal, a jednym z jego efektów była decyzja Landrata (Starosty Powiatowego) Neurode – Eberharda Grafa Pfeila z 3 września 1875 r. nakazująca „kontynuację pertraktacji z mistrzem ludwisarskim Geittnerem w Breslau w związku z zakupem dzwonów i informację do mnie o ich wyniku w ciągu sześciu tygodni”[20]