Ludwikowice Kłodzkie – dzwony kościoła pw. św. Michała Archanioła
W Ludwikowicach Kłodzkich istnieją trzy obiekty, w których udało się dotrzeć do informacji o przypisanych do nich dzwonów. Najpełniejszą wiedzę udało się zgromadzićo dzwonach kościoła parafialnego pw. św. Michała Archanioła, co poniżej prezentuję.
Fot.: Przemek (NR)° w: https://polska-org.pl/4071280,foto.html
Ludwikowice Kłodzkie – dzwony kościoła pw. św. Michała Archanioła
Co prawda wielebny Christophorus Naetius w czasie wizytacji kanonicznej w 1560 r. odwiedził ówczesny Ludwigsdorf i poczynił na ten temat odpowiednie zapisy w Księdze dekanalnej, to ani słowem nie wspomniał o dzwonach w tutejszym kościele. Dopiero dziekan kłodzki - Hieronim Keck w 1631 r., przy okazji kolejnej wizytacji parafii, w księdze dekanalnej odnotował wśród innych przedmiotach sakralnych również dwa dzwony.[1]
N/z: fragment Księgi dekanalnej Naetiusa i kecka, s. 163-164
Nie natrafiłem w źródłach na inne informacje o dzwonach z Ludwikowic z okresu XVIII – XIX w. Czarne chmury nad dzwonami, nie tylko z kościoła pw. św. Michała Archanioła, zaczęły się zbierać wraz z wybuchem I wojny światowej. W miarę przedłużania się wojny rosło zapotrzebowanie na metale kolorowe a topniały ich rezerwy. W 1917 r. armia i przemysł zbrojeniowy wyciągnęły rękę po dzwony w ramach masowych rekwizycji wojennych, które w połowie roku objęły m. in. Ziemię Kłodzką. Jak 29 czerwca donosił ówczesny korespondent lokalnego czasopisma „Gebirgsbote” „ w zeszłym tygodniu zostały zaakceptowane dwa dzwony, które mają być dostarczone” (do punktu zbiórki złomu kolorowego na Dworcu Głównym w Kłodzku – przyp. aut.)[2]
Z kolei 15 lipca reporter tegoż „Gebirgsbote” donosił, że „po tym jak kościół parafialny poświęcił cynowe piszczałki organowe (100 kg), w zeszłym tygodniu zdjęto dwa dzwony. Mały dzwon został odlany w 1909 r., a średni - w 1664 r. Ten ostatni został ponownie odlany przez firmę Krieger z Breslau w 1866 r. z powodu pęknięcia. Duży dzwon, podarowany w 1600 roku przez pana von Stilfrieda Rattona, z pięknymi ornamentami i dekoracjami, pozostaje w kościele.”[3] Wynika więc z tejże informacji, że na wieży został tylko duży dzwon.
Pewną niejasność rodzi kolejny artykuł w „Gebirgsbote’ z 23 lipca. Lokalny korespondent gazety donosi, że „jako czwarty dzwon dla kościoła parafialnego, zostaje zamówiony dzwon odlany ze stali, który odtąd będzie używany jako dzwon śmierci. Koszty są zbierane z darowizn charytatywnych; Wenzeslaus - Grube (kopalni – przyp. aut.) i (jej) dyrektora dr Gärtnera (którzy) przekazali po 100 marek na ten cel.”[4] Skąd więc mowa o czwartym dzwonie, jeśli przed 15 – tym lipca zdjęto dwa z trzech dzwonów? Nawet, jeśli dodano nowy dzwon ze stali, to z rachunku wychodzi, że powinny być dwa dzwony.
N/z. po lewej : jeden z donatorów dzwonów –dyrektor Adrian Gärtner, po prawej – jeden z szybów kopalni Wenzeslausgrube”, znany z tragicznej katastrofy, w
Z kolei w dniu 14 września reporter donosi, że „od wczoraj (czyli od czwartku, 13 września – przyp. aut.) z naszej wieży kościelnej rozbrzmiewa nowy dzwon odlany ze stali, który podczas konsekracji otrzymał imię Barbara. Ma on służyć jako dzwon pogrzebowy.”[5] Zastanawiająca jest szybkość załatwienia wszystkich formalności związanych z zamówieniem nowego dzwonu, jego zakupem i dostarczeniem. Wygląda na to, że stare dwa dzwony zostały oddane w porywie patriotycznego uniesienia dobrowolnie, wcześniej jednak zamówiono dla nich substytuty.
Więcej informacji o dzwonach z tego kościoła dostarcza list nadany 1 stycznia 1920 w Ludwigsdorf przez nieznanego nadawcę który pisze do swojego bliżej nieznanego kuzyna Roberta: „Drogi kuzynie Robercie, (…tu następuje wymiana uprzejmości, którą dla potrzeb głównego wątku pominę – przyp. aut.) chętnie udzielę informacji na temat dzwonów. Nasze dzwony zostały dostarczone przez firmę Gaitner-Breslau w sierpniu 1919 roku (lub Geittner) (oczywiście chodzi o odlewnię „Geittner, Sohn – Breslau – przyp. aut.), nie wiem jak się ta nazwa pisze." Strangfeld prowadził również negocjacje z firmą Apolda”[6] Trzeba w tym miejscu napisać, że autor listu posługiwał się chyba nie do końca sprawdzonymi informacjami, co do pochodzenia nowych dzwonów, co postaram się wykazać w dalszej części artykułu.
N/z: fragment listu n/n autora, w którym pisze o dzwonach z Ludwikowic. Fot: https://www.schlesierland.de/grafschaft-glatz/niederhannsdorf/glocken/glocken1920-042.html
I dalej: „Ale ta firma chciała najpierw przetopić istniejący dzwon, a następnie wyprodukować kompletny zestaw, podczas gdy Gaitner dodał duży i mały dzwon do istniejącego centralnego dzwonu, a rezultatem jest piękny, harmonijny zestaw. Nowy duży dzwon waży około 15 centnarów, a mały od 4 do 5 centnarów. Kilogram brązu został obliczony na 10,00 marek. Tak więc dwa dzwony z nową żelazną dzwonnicą i opatentowanym urządzeniem dzwoniącym kosztowały około 14000 marek, ale prawdopodobnie w międzyczasie stały się znacznie droższe. Ale Herr Pfarrer (Proboszcz Jaszkowej Dolnej, której Ludwikowice były filią – przyp. aut.) Strangfeld jest dumny ze swoich dzwonów i są one naprawdę piękne(…).”[7]
N/z: fragment listu n/n autora, w którym pisze o dzwonach z Ludwikowic. Fot: https://www.schlesierland.de/grafschaft-glatz/niederhannsdorf/glocken/glocken1920-042.html
A jakie dzwony dziś służą wiernym z dzwonnicy kościoła p. w. św. Michała Archanioła? Dzięki wizji lokalnej przeprowadzonej przez pana Macieja Sasa, udokumentowanej zdjęciami dzwonów, wiemy jaki jest stan faktyczny.
Nie ma na niej na pewno dużego dzwonu, podarowanego w 1600 roku przez pana von Stilfrieda Rattona, o którym wspominał cytowany reporter „Gebirgsbote” w 1917 r., a który według jego relacji miał zostać jako tzw. „dzwon dzwoniący” Co się wobec tego z nim stało? Czy został zarekwirowany w czasie II wojny światowej i przetopiony? A może uniknął zagłady i służy wiernym w którejś z niemieckich miejscowości? Czy też może „wywędrował do innego regionu Polski w ramach „rekompensaty”?
Na dzwonnicy kościoła wiszą w tej chwili 3 dzwony. Pierwszy z nich to dzwon odlany na pewno w 1917 r. w odlewni Bochumer Verein für Bergbau und Gußstahlfabrikation (BVG). Świadczą o tym data i inicjały odlewni na płaszczu dzwonu.
N/z: dzwon odlany w B. V. G. w 1917 r. Fot: Maciej Sas
To dzwon odlany z tzw. „Gussstahl”, czyli staliwa używanego m.in. do odlewania dzwonów. Świadczą o tym choćby wyraźne ślady korozji na całej powierzchni dzwonu. Nie posiada typowej korony, jako jedyny, jest przymocowany do drewnianego jarzma o bardzo prymitywnej konstrukcji. Dziwne jest to, że o takim dzwonie nie wspomina ani przywołany wcześniej reporter „Gebirgsbote”, ani anonimowy autor listu.
Dzwon nie posiada rozbudowanych inskrypcji ani zdobień. Na szyi widoczne dwa zgrubione półwałki, na środku płaszcza inicjały odlewni; B. V. G. i data odlania -1917. W dolnej części płaszcza, na styku z wieńcem umieszczono trzy zgrubione półwałki.
N/z: dzwon odlany w B. V. G. w 1917 r. Widoczny brak zdobień i rozbudowanych inskrypcji. Fot: Maciej Sas
Na powierzchni wewnętrznej płaszcza tego dzwonu widoczny wypukły odlew numeru porządkowego wyprodukowanego dzwonu, prawdopodobnie 1032.
N/z: dzwon odlany w B. V. G. w 1917 r. Wewnątrz płaszcza po lewje stronie widoczny numer porządkowy dzwonu. Fot: Maciej Sas
N/z: dzwon odlany w B. V. G. w 1917 r. Na powiększeniu widoczny numer porządkowy dzwonu. Fot: Maciej Sas
Kolejny dzwon, to również dzwon odlany w 1917 r., o czym świadczy data na jego płaszczu. Nieznana jest na chwilę obecną odlewnia, która go wykonała. Odlany również ze staliwa, bez typowej korony, również dotknięty zębem czasu przez korozję, zawieszony na stalowym jarzmie.
N/z: dzwon odlany w 1917 r. Fot: Maciej Sas
Bardzo prosty w swoim wyglądzie, bez zdobień i rozbudowanych inskrypcji, poza datą „1917” i umieszczonymi w dolnej partii płaszcza, na styku z wieńcem; półwałkiem, zgrubionym półwałkiem i kolejnym półwałkiem. Na krawędzi ust widoczne uszkodzenie mechaniczne w postaci wyszczerbienia.
N/z: dzwon odlany w 1917 r.z zaznaczonym uszkodzeniem ust. Fot: Maciej Sas
N/z: wnętrze dzwonu odlanego w 1917 r. Fot: Maciej Sas
Trzeci dzwon, którego wygląd wskazuje, że mógł zostać odlany w tym samym czasie i w tej samej odlewni, co drugi, również został mocno dotknięty przez korozję. Zawieszony na stalowym jarzmie, bez korony. Nie posiada żadnych widocznych inskrypcji, trudno stwierdzić, ze względu na ograniczony dostęp ze wszystkich stron, czy posiada na płaszczu datę odlania.